Przeskocz do treści

Zapaść ustrojowa w sprawie KRS

Wspólna kadencja i jednoczesny wybór 15 członków KRS jako mechanizm politycznej dominacji nad Radą

Teza główna: jednoczesny wybór piętnastu sędziowskich członków KRS przez Sejm, przy możliwości rozstrzygnięcia głosowania przez aktualną większość rządzącą, narusza ustrojową logikę KRS jako organu chroniącego niezależność sądów i niezawisłość sędziów.

Krajowa Rada Sądownictwa jest jednym z najważniejszych organów konstytucyjnych stojących na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Jej znaczenie nie ogranicza się do spraw personalnych wymiaru sprawiedliwości. Sposób ukształtowania KRS wpływa bezpośrednio na autorytet państwa, zaufanie obywateli do sądów oraz międzynarodową ocenę praworządności Rzeczypospolitej Polskiej.

Zgodnie z art. 187 Konstytucji RP KRS składa się między innymi z piętnastu członków wybranych spośród sędziów, czterech posłów wybranych przez Sejm oraz dwóch senatorów wybranych przez Senat. Konstytucja stanowi również, że kadencja wybranych członków KRS trwa cztery lata. Już sama konstrukcja konstytucyjna wskazuje więc, że udział parlamentu w składzie Rady został przewidziany, ale jako element ograniczony, a nie jako mechanizm dominacji większości parlamentarnej nad organem mającym chronić niezależność władzy sądowniczej.

Dlatego szczególnie problematyczne jest zniesienie realnego znaczenia kadencji indywidualnych członków KRS i wprowadzenie praktyki jednoczesnego wyboru całej grupy piętnastu sędziowskich członków Rady. Taka konstrukcja powoduje, że w jednym głosowaniu można przesądzić o obsadzie zasadniczej części organu konstytucyjnego na całą czteroletnią kadencję. Nie jest to jedynie kwestia techniki legislacyjnej. Jest to rozwiązanie o poważnych konsekwencjach ustrojowych.

Obecny mechanizm wyboru przewiduje, że Sejm wybiera piętnastu członków KRS większością 3/5 głosów, a jeżeli wybór w tym trybie nie jest możliwy, dopuszcza wybór bezwzględną większością głosów. W praktyce oznacza to, że większość rządząca może doprowadzić do wyboru całej piętnastki członków sędziowskich bez rzeczywistego porozumienia ponadpartyjnego. W połączeniu z konstytucyjnie przewidzianym udziałem posłów i senatorów w KRS prowadzi to do sytuacji, w której aktualna większość parlamentarna uzyskuje decydujący wpływ na skład organu, który powinien być od niej strukturalnie niezależny.

Taki model jest niestosowny nie dlatego, że parlament nie może uczestniczyć w procedurach dotyczących wymiaru sprawiedliwości. Problem polega na czymś innym: ustawowy mechanizm wyboru nie powinien pozwalać jednej większości politycznej na jednoczesne ukształtowanie całej sędziowskiej części KRS. W państwie prawa organy stojące na straży niezależności sądów muszą być zabezpieczone przed wahaniami bieżącej większości parlamentarnej. Jeżeli każda nowa większość może w jednym akcie politycznym obsadzić większość składu Rady, to KRS traci charakter organu stabilizującego system konstytucyjny, a zaczyna być postrzegana jako przedłużenie aktualnego układu politycznego.

Zniesienie indywidualnego, rozłożonego w czasie charakteru kadencji członków Rady osłabia także zasadę ciągłości instytucjonalnej. Kadencje indywidualne lub odpowiednio rozłożone w czasie wybory członków organu kolegialnego pełnią funkcję bezpiecznika ustrojowego. Uniemożliwiają gwałtowne przejęcie całego organu przez jedną większość polityczną i wymuszają długofalową stabilność. Wspólna kadencja całej grupy piętnastu członków sędziowskich działa odwrotnie: koncentruje wpływ polityczny w jednym momencie i pozwala przenieść rezultat wyborów parlamentarnych bezpośrednio na skład organu odpowiedzialnego za niezależność sądownictwa.

Nie chodzi więc wyłącznie o spór między partiami ani o ocenę konkretnych osób wybranych do KRS. Istota problemu ma charakter systemowy. Nawet gdyby kandydaci posiadali odpowiednie kwalifikacje zawodowe, sam tryb ich jednoczesnego wyboru przez większość parlamentarną tworzy trwałe podejrzenie zależności politycznej. Dla organu takiego jak KRS już samo osłabienie zaufania do jego bezstronności jest szkodą ustrojową. Rada, która ma stać na straży niezależności sądów, musi być nie tylko formalnie powołana zgodnie z ustawą, lecz także ukształtowana w sposób wykluczający uzasadnione podejrzenie dominacji politycznej.

W tym sensie obecne rozwiązanie ustawowe prowadzi do wypaczenia konstytucyjnej funkcji KRS. Konstytucja przewidziała Radę jako instytucję równoważącą relacje między władzą sądowniczą, ustawodawczą i wykonawczą. Tymczasem jednoczesny wybór piętnastu członków sędziowskich przez Sejm, przy możliwości ostatecznego rozstrzygnięcia przez większość rządzącą, zmienia KRS w organ podatny na polityczne zawłaszczenie. Skutkiem jest nie tylko spór o legalność poszczególnych nominacji sędziowskich, lecz także narastający kryzys zaufania do całego wymiaru sprawiedliwości.

Dlatego konieczna jest zmiana modelu wyboru członków KRS. Ustawodawca powinien odejść od mechanizmu jednoczesnego wyboru całej piętnastki członków sędziowskich w głosowaniu, które może zostać ostatecznie rozstrzygnięte przez aktualną większość sejmową. Należy przywrócić rozwiązania wzmacniające pluralizm, ciągłość i odporność Rady na bieżącą dominację polityczną. Można to osiągnąć przez rzeczywiście indywidualny wybór członków, rozłożenie kadencji w czasie, wprowadzenie wymogu stabilnej większości kwalifikowanej bez łatwej ścieżki obejścia albo przez powierzenie decydującej roli środowisku sędziowskiemu przy zachowaniu przejrzystych procedur publicznych.

Polska potrzebuje sądownictwa niezależnego, sprawnego i cieszącego się autorytetem społecznym. Tego celu nie da się osiągnąć przez rozwiązania, które pozwalają jednej większości parlamentarnej przejąć decydujący wpływ na organ odpowiedzialny za nominacje sędziowskie. Reforma KRS powinna wzmacniać państwo prawa, a nie utrwalać mechanizm politycznej dominacji nad instytucją, która z samej swojej istoty powinna być zabezpieczeniem przed taką dominacją.